|
STRZEŻ SIĘ PARTACZA
|
|
25.08.2010, 14:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2010 14:34 przez radzion.)
Post: #1
|
|||
|
|||
|
Wszyscy fachowcy wyjechali do Anglii. Ci, co zostali mają grafik tak napięty, że trzeba czekać nawet pół roku. Pozostają nam partacze. Jak się przed nimi bronić? "Strzeż się goryla" - śpiewał kiedyś Zespół Reprezentacyjny (Jarosław Gugała, Filip Łobodziński i koledzy). Czy dzisiaj zaśpiewaliby "Strzeż się fachowca"? Być może. Bo to, co wyprawiają niektórzy z nich, ośmieleni koniunkturą na łatwy i szybki zarobek, przechodzi ludzkie pojęcie.
Wszyscy za granicą... - Rok temu zabrałem się za remont kuchni, łazienki i balkonu. Miesiąc szukałem wykonawcy, bo ten, który umówił się ze mną w styczniu w maju wyjechał do Dublina. Jak już znalazłem gościa z ogłoszenia, tak mi spaprał kuchnię, że nie wiem teraz, w co ręce włożyć. Od tygodnia nie odpowiada na e-maile, bo wyjechał do Anglii oczywiście. Pomóżcie, bo zupełnie nie znam się na pracach remontowych! - pisze zrozpaczony internauta o nicku "Zielony". Opis zniszczeń, jakie dokonał "fachowiec": tynk mozaikowy położony bez podkładu, zaczął odpadać po czterech miesiącach. - Poza tym położył go nierówno. W niektórych miejscach dał grubo, w innych prześwituje "stary" kolor ściany. Przez to zabrakło mu materiału i teraz jedna czwarta ściany świeci bolesną pustką - pisze "Zielony". Płytki kładzione na ścianę wytrzymały dłużej: zaczęły odpadać dopiero po roku. - A sufit, pomalowany farbą nie nadającą się do sufitów, wygląda jakby miał za chwilę wybuchnąć - wszędzie porobiły się pęcherzyki. Dramatyczny post kończy się wezwaniem: - Wskażcie mi jakiegoś solidnego majstra, który za nieduże pieniądze poprawi wszystkie usterki. Cena nie gra roli. Pomocy!!! Skąd ten dramatyczny ton? Tłumaczyć nie trzeba. Nie dość, że w budowlance mamy boom (dziesięć razy więcej pracy dla każdego, kto w tym siedzi - począwszy od murarza, poprzez tynkarza, malarza, itp.), to jeszcze ci, którzy stanowili prawdziwą ekstraklasę w tym fachu wyjechali za granicę, żeby zarabiać trzy, cztery razy tyle. A więc: ekstraklasa wyjechała, pierwsza i druga liga - zajęci. Nie macie wrażenia, że została nam trzecia, czwarta i następne ligi? ...a reszta zarabia kokosy - Nie wiem, ile zarabia się za granicą - mówi Maciej Kruszyński, 33-letni policjant z niewielkiego miasteczka w kujawsko - pomorskiem. - Wiem tylko, że mój kumpel z liceum, który w życiu nie brał się za taką robotę, dwa lata temu przekwalifikował się z ochroniarza na posadzkarza. Tydzień temu widziałem go w nowym mondeo. Autko kosztuje od 76 tysięcy wzwyż. A on nie miał zwykłej, podstawowej wersji. Ile zarabia się w tym fachu? Różnie, ale na pewno sporo. Wszystko jednak zależy od tego, czym konkretnie zajmuje się fachura (płytkarz czy murarz, posadzkarz, parkieciarz czy dekarz), w której części kraju pracuje, jaki ma staż, czy pracuje sam, czy z firmą itp. Dobry fachowiec w średniej wielkości mieście może miesięcznie zarobić nawet 10-15 tys. zł. Partacze na celowniku Na stronie forum.murator.pl powstaje na bieżąco czarna lista niesolidnych wykonawców. To, co można na niej przeczytać sprawia, że włos jeży się na głowie. Pisze "bgluszkowski" o firmie z Warszawy: w lutym umówiłem się z panem Marcinem (...) z firmy (...) na remont mieszkania (48 m2) - gładź w jednym pokoju, malowanie całości, wkucie kabli telewizyjnych i komputerowych w ściany, wymiana terakoty w kuchni. Ustaliliśmy termin rozpoczęcia remontu na koniec czerwca, ustaliliśmy ceny (zgodziłem się na zaproponowane) i zakres prac. W czerwcu termin rozpoczęcia remontu przesunęliśmy na 9 lipca. W międzyczasie ustaliłem z tym panem sposób przygotowania mieszkania do remontu. Spakowałem rzeczy, syna wysłałem na kolonię, wynająłem nieopodal inne mieszkanie na czas remontu, żeby nie mieszkać na miejscu. 9 lipca rano przyjechała ekipa (kierownik i dwóch pracowników). Opowiedziałem w szczegółach, co jest do zrobienia, oni zaproponowali pewne modyfikacje zakresu prac, ja się zgodziłem, przekazałem klucze do mieszkania, było miło. Ustaliliśmy, że pieniądze na materiały przyniosę im wieczorem, a za remont zapłacę po jego zakończeniu. Ekipa zeszła po narzędzia. Po kwadransie oczekiwania na ich powrót zszedłem do nich, i usłyszałem: "nie będziemy robić", bo: ceny są z lutego, trzeba nosić kartony z jednego pokoju do drugiego, nie przygotowałem im materiałów na miejscu, mają inną robotę. I pojechali. Wyjątek? Chyba raczej nie. Firma (...) to makabra, przez miesiąc nie mogłem doprosić się zwrotu pieniędzy za towar, który został zabrany po zakończeniu prac, facet ma niezły bajzel w tej firmie, ginie w papierach, zwalnia po kolei ludzi, więc nie ma z kim gadać, ale za to "bajki" potrafi opowiadać... Zapomniałem dodać że nie dotrzymuje żadnych terminów i obietnic poza jedną - mianowicie przedpłatą" - pisze "mariof". Ktoś o nicku "ryby" donosi z kolei: Ludzie! Nie decydujcie się na tartak w Rogalinku! Więźbę przywozili mi przez tydzień, po kilka krokwi dziennie. Mimo, że wpłaciłem dwie trzecie kwoty z ponad dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Odradzam! "Gerion" naciął się jeszcze ostrzej: Firma T., Pobiedziska. Sprawa skierowana do sądu i prokuratury. Generalnie - bierze zaliczki, nie kończy robót, nie odbiera telefonów, kombinuje ile może, wymiguje się chorym dzieckiem, zepsutym samochodem, końcem świata..." "Anij30" na temat innego fachowca z Wielkopolski: Większość dachu zrobił, po tym jak w końcu pogonił ekipę swojego kolegi, która się strasznie ślimaczyła, ale po ociepleniu budynku nie mogliśmy się doprosić o obróbki i osadzenie okien dachowych - aż do dziś! Model działania partacza Partacze korzystają więc z tego, że rynek trochę się poluźnił i włażą drzwiami i oknami, robiąc więcej szkód niż pożytku. Oczywiście to uogólnienie. Nie każdy fachowiec, który ma akurat wolny termin i może położyć ci płytki w łazience, musi być zaraz partaczem, który nie ma roboty bo niszczy wszystko, co mu w ręce wpadnie. Są i rzetelni. Tylko jak ich odróżnić? To proste. Partacz ma zazwyczaj kilka cech, na które bystry zamawiający może od razu zwrócić uwagę. I pogonić naciągacza gdzie pieprz rośnie. Najlepiej brać znajomych lub kierować się poleceniem innych. Jeśli jednak nie masz wyjścia - sprawdź najpierw, czy fachowiec nie ma zbyt wiele wolnego czasu w kalendarzu. Jak ma - zrezygnuj z niego. Prawdopodobne nikt go nie chce, bo partoli robotę na całego. Podkreślamy: prawdopodobnie. Czasem nie można jednak zajrzeć mu w kalendarz. Więc co robić? Zwróć uwagę, czy fachowiec nie żąda zbyt wielkiej zaliczki z góry. Jeżeli chce więcej niż 30 procent - bądź czujny. Może mieć niecne plany: zainkasowanie pieniędzy i ucieczka. - Miałam taki przypadek. Młody chłopak, który malował mi przedpokój od środy, w czwartek zaczął narzekać, że w sobotę idzie na wesele i nie ma za co kupić garnituru. A już przecież prawie wszystko pomalowane (czyli połowa), w dodatku jutro dziewczyna umówiła się z nim na zakupy. I czy bym nie mogła zapłacić mu już dziś. Zapłaciłam, chociaż mój facet odradzał. W piątek malarz nie przyszedł do pracy. Kończyliśmy sufit sami - opowiada Zosia Kawczyńska, młoda prawniczka z Poznania. Zabierz mu książki Niech nie zmyli Cię nowiutki sprzęt, którym posługuje się fachowiec. Może go jeszcze wcale nie używał? I nie zatrudniaj nikogo, kto pyta Cię o radę, jak kłaść panele na podłogę, albo zagląda do książki, żeby się tego dowiedzieć. Proś o referencje. Nie wystarczą takie, że "mój szwagier był zadowolony, jak mu wymalowałem szopę". Malowanie salonu w 150-letniej kamienicy u obcej osoby to jednak nie to samo, co pacykowanie szopki dla kóz. W dodatku szopki, która jest własnością szwagra. Jeśli podejrzewasz, że w toku prac remontowych znika Ci za dużo cementu, wylewki, brakuje płytek, plastikowych rur chowanych w ścianę (uwaga, trudno policzalne!) - wzmóż czujność. Może być tak, że fachowiec chce Twoim kosztem zaoszczędzić na własnym remoncie, albo na remoncie znajomego. Albo po prostu kradnie jak za komuny na budowie. - Podczas remontu łazienki hydraulik pokrzykiwał tylko "szefie, więcej rurek!". No to dowoziłem mu te rurki, biorąc na fakturę z przedłużonym terminem płatności. Pod koniec miesiąca wyszło mi, że z tych plastikowych rurek mógłby ułożyć sobie w ogrodzie spory labirynt. A przecież chodziło tylko o połączenie głównego zaworu z wanną. Raptem jakieś 4-5 metrów! Zapłaciłem za 12 metrów - mówi Wiktor z Wrocławia. Jak się bronić? Czy nie można się bronić przed takimi niespodziankami? Można. Na wszystko dobra jest dokładna umowa, którą przygotowujemy uprzednio i dajemy do podpisania wykonawcy. W niej zawieramy wszystko, co chcemy, aby było zrobione. A więc: cenę, termin rozpoczęcia i zakończenia pracy, jakość. Po wszystkim odbieramy robotę. Jeśli coś się nie zgadza - potrącamy. Jeśli jest w porządku - płacimy. Jeśli nie ma z kim już rozmawiać, bo nasz fachowiec zwiał, kierujemy sprawę do sądu(...). Źródło: http://www.gazeta.pl |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
oooooooooooooo |

Pseudosprzedawca | seo katalog | Katalog stron | Darmowy Katalog Stron
katalog stron internetowych







